- Tor, jaki był, każdy widział. Sporo dziur, co jakiś czas któregoś z zawodników podrywało na wyrwach. Przy pierwszej kraksie próbowałem nie wpaść na Patryka, pociągnęło mnie z twardej na przyczepną nawierzchnię i skończyło się upadkiem. W 14. biegu zahaczyłem o koło Bjerre i znów skończyło się lądowaniem na torze. Upadki po moich błędach. Szkoda, bo można było dowieźć kilka punktów więcej. Ale czasem tak jest, że gdy bardzo mocno się chce, walczy na 100%, a nie jedzie zachowawczo z tyłu. Mam teraz kilka dni na to, by dojść do siebie. Jestem poobijany, bolą mnie szczególnie żebra. Mam nadzieję, że do niedzieli wszystko będzie w porządku - powiedział na łamach swojej strony "PePe".
źródło: pepe.pentel.pl |